"Trust me
There’s no need to fear
Everyone’s here
Waiting for you to finally be one of us"
There’s no need to fear
Everyone’s here
Waiting for you to finally be one of us"
U niósł się w pół obrocie, blokując drzewce za plecami na zgięciach łokci. Parł do przodu slalomem, okręcając się wokół własnej osi. Oba końce włócznie gwizdały wściekle w powietrzu, kiedy obnażył kły i wypuścił z gardła wściekły krzyk. Jakby niewidzialnych przeciwników, z którymi toczył aktualnie bój, przybyło i go osaczyło. Wypuścił ostrze, łapiąc za nasadę. Dał mu wystrzelić po łuku zgodnie z logiką pędu i dopiero w połowie jego wędrówki, chwycił drzewce oburącz, zawijając błyskawiczne koło z zakończeniem ruchu w postaci śmiercionośnego dźgnięcia. Raz w twarz, przebijając czaszkę. Drugi raz w brzuch, wypruwając wnętrzności. Rzucił się w tył i wybił do prężnego, wysokiego skoku. Jego krzyk zmieszał się z furkoczącym gwizdem ostrza.
Kiedyś
był inny. Zmienił się. Z egoistycznego, uciekającego się do
tchórzostwa zaszczutego zwierzęcia, przeistoczył w rozsądnego
dowódcę, który poświęca wszystkie swoje siły na
uniesienie ciężaru jaki spoczywa na jego barkach; zapewnienia
wszystkim bezpieczeństwa oraz doprowadzenie ich do Ziemi Obiecanej.
Jednak
nie zawsze jest w stanie dzierżyć odpowiedzialność, jaka nań
spoczywa...
W
ylądował
w kucnięciu, wbijając płynnie ostrze włóczni w ziemię. Pot
spływał mu po grzbiecie, lepił kosmyki ciemnych włosów do ramion
i czoła, kiedy pierś unosiła się w zadyszce. Zamknął powiekę,
czując jak chmury rozwiewają się pod wpływem wiatru, jak ich siła
rzednie i nadciąga to co nieuniknione. Ból zapulsował mu w żyłach,
spiął zmęczone mięśnie rozrastając je pod szarzejącą skórą.
Rozwarł ślepię, którego tęczówka zaiskrzyła się wilczym
błyskiem w chłodnym mroku nocy, a z gardziela umknął głęboki
warkot łaknącej krwi bestii.
"Calm down
You may be full of fear
But you’ll be safe here
When you finally trust me
Finally believe in me"
You may be full of fear
But you’ll be safe here
When you finally trust me
Finally believe in me"
P
oczątek w
yprawy
Płomienie
rodziły kłęby, czarnego dymu, który sypał pyłem, wciskając go
w gardła i oczy stłumionych w dole ludzi. Zbroje zgrzytały o
siebie nie mniej jak ostrza, kiedy podzieleni na grupki, rozpaczliwie
bronili swych żyć. Spisek przeciwko nie-ludziom wzniecił pożogę,
kiedy inkwizycja wkroczywszy do miasta od wewnątrz, jęła jawnie
wyżynać wszystkich tych, którzy nie należeli do gatunku
ludzkiego. W międzyczasie zwerbowali ponad połowę sił braci
adamów i sióstr ewy, sprawiając iż odmieńcy nie mieli
najmniejszych szans. Ci, którzy przetrwali pierwsze zwarcie,
rozpaczliwie ubijali sobie drogę do wyjścia.
-Do
wschodniej bramy! - Zakrzyknął RenFair, dzierżąc w dłoni
bułat. Skrzyżował go z zamaskowanym inkwizytorem aż między
ostrzami zazgrzytały iskry. - Wycofać się!
Garstka
ocalałych nie-ludzi z jego sił zbrojnych, których tak skrzętnie
trenował przez ostatnie lata, bez chwili wahania rzuciła się do
odwrotu. Jako grupa, nie dzieląca się na krew czy pochodzenie,
zawarli silne więzi między sobą, gdyż do dziś ramię w ramię
bronili zaciekle miasta, które teraz płonęło przez ich kuzynów.
Wielu z nich nie było w stanie skrzyżować ostrzy ze swymi braćmi
i ren jako dowódca dobrze o tym wiedział. Pozostała im jedynie
ucieczka.
Hybryda
sapnął kiedy rosły mężczyzna naparł na niego, zmuszając go do
cofnięcia się. Wyszarpnął szybkim ruchem kindżał zza pasa i
sięknął nim dwa razy powietrze, kiedy tamten umknął przez
ciosami mogącymi płynnie pozbawić go przedramienia. Ren zasyczał
wściekle, obnażając kły w ostrzeżeniu po czym sparował jego
kolejny atak, cofnął się i ponowił czynność, osuwając ostrze
wzdłuż ostrza swego przeciwnika. To pozwoliło mu zbliżyć się na
tyle iż był w stanie zatopić żądło kindżału aż po samą
rękojeść.
Odepchnął
konającego od siebie kopniakiem i rozejrzał się za swym oddziałem.
Większości udało się przedrzeć bliżej muru, lecz pozostały
dwie małe grupki, które broniąc się jak mogły, zostały sprytnie
oddzielone od reszty.
-Po
moim trupie. - Warknął i wywinął bułatem, strzepując z
niego nadmiar krwi. Wcisnął go do pochwy przy pasie, sięgnął po
drugi kindżał i nabierając głęboko powietrza użył wampirzej
prędkości, ażeby szybko i sprawnie móc dostać się do
nieszczęśników.
Załopotała
czerwona smuga Fairowskiego szala, kiedy ciął pierwszego z
napastników w kark, natychmiastowo pozbawiając go życia. Uchylił
się przed zamachnięciem z obrotu i podciął następnemu ścięgna
przy kolanie, a kiedy ten ukląkł w swej niemocy, prostując się
wyprowadził błyskawiczny cios do dołu ku górze, przeżynając
krtań.
Widok
swego dowódcy, dodał sił zmęczonym żołnierzom. Natychmiast,
jakby czytali w jego myślach, zwarli tarcze i naparli na
napastników. Odrzucili ich na dwa kroki, wtedy pierwsza flanka
przykucnęła ażeby do czynu dopuścić ukrytych z tyłu braci,
którzy wyskoczyli zza bariery i przeorali głowy napastników
płynnymi dźgnięciami włóczni.
-Wycofać
się w stronę muru! - Ponowił rozkaz, umykając za jednego
z tarczowników, kiedy gnani siłą walki, rozdzielali szyk
nieprzyjaciela niczym głaz, rwący nurt rzeki. - Będziemy
przebiegać koło Mikaela! Trzeba im pomóc się wydostać! -
Skręcili gwałtownie kiedy fala inkwizytorów okazała się zbyt
liczna, ażeby przedostać się przez nich barierą. - Lorenz!
Math! Osłaniajcie tarczowników kiedy będą rozbijać tych dupków
w piździec!
Mężczyźni
skinęli głowami na znak iż rozumieją, po czym napędzając swych
pobratymców, pomogli ze zdwojoną siłą zetrzeć im się z
osaczającymi drugą grupkę przeciwnikami. Tarczownicy odsłonili
się na parę chwil ażeby ugodzić w pierwsze swe, nieświadome
ataku ofiary mieczami, zasłonić się ponownie i ogłuszyć
następnych uderzeniem. Osaczona grupa, wnet pojęła iż jest
uratowana i ze zdwojoną siłą rozbiła okrąg najeżony ostrą
stalą.
Ren
siekł w gardło najbliższego mężczyznę, który zamierzał się z
zamachem na walczących obok, kątem oka widząc jak Math przebija
czaszkę włócznią, następnego.
Bełt
zbłąkanego strzału z kuszy, świsnął mu zaraz obok ucha,
odrywając ostrym grotem parę kosmyków ciemnych włosów.
Zareagował błyskawicznie.
-Formacja
żółwia! - Wszyscy zbili się w jedno, osłaniając
tarczami ze wszystkich stron. - Naprzód! - Zakrzyknął a wtedy
ruszyli, prąc do przodu.
Tłum
spostrzegł iż chcą umknąć a sięgające ich strzały i bełty
nie były w stanie wyrządzić im krzywdy, odbijając się od tarcz
bądź w nich grzęznąć. Dlatego naparli na nich, tłukąc mieczami
z bojowym okrzykiem.
-Uwaga,
przygotować włócznie! - Ryknął a tkwiący wewnątrz
żołnierze, przemykający po bokach tarczowników na przodzie,
zacisnęli mocniej palce na swej broni. - żądła!
Tarcze
rozwarły się ze zgrzytem na ledwo dwa uderzenia rozkołatanego
serca, tylko po to ażeby uzbrojeni we włócznie, mogli szybkim
dźgnięciem pozbawić życia napastników. Bariera szybko się
zwarła a grupka ocalałych przeszła po konających bądź martwych.
Cała
czynność powtórzyła się ponownie parokrotnie, dopóki strzała
nie wpadła do wewnątrz, przeszywając głowę jednego z braci.
-Mikael!
- Ktoś krzyknął, gotowy opuścić tarczę i rozbić formację,
lecz Ren błyskawicznie przywołał go do porządku.-Zostaw
go! Padł i nic na to nie poradzisz, idziemy dalej albo osobiście
poderżnę Ci gardło!
Mężczyzna
zacisnął zęby, uniósł tarczę nad grzbietem i z rykiem naparł
na swych przyjaciół na przodzie, zmuszając całą formację do
szybszego ruchu.
Wkrótce
dotarli do płonącej bramy, gdzie panował mniejszy luz z racji
płomieni.
- Spocząć!
- Wszyscy przykucnęli, zawierając tarcze jeszcze bardziej ściślej
niż przed chwilą, kiedy salwa strzał rąbnęła w ich
powierzchnie. - Zasłońcie twarze i gnajcie
aż do linii lasu! JazdA!
Wszyscy
naciągnęli kołnierze na usta, unieśli się z trudem na zmęczone
nogi i ruszyli, znikając w dymie. A ten zawirował od pędu,
zamykając na ich sylwetkach zębatą paszczę.
Ren
wsłuchiwał się w leśną ciszę, kołyszącą go w rytm drzewa na
którym aktualnie się schronił. Przetrwało ich zaledwie sześciu,
kiedy po wybiegnięciu z miasta pojęli iż pierwsza grupa została
rozbita i wyrżnięta jak zwierzyna. Gnani strachem, biegli wiele
godzin, klucząc między potokami i drzewami aż w końcu gdy hybryda
upewnił się iż nikt za nimi nie wypuścił pościgu, zakrzyknął
postój. Ze względu na mutanty zamieszkujące te lasy, z którymi po
drodze się nie raz spotkali, żołnierze byli zmuszeni zrzucić z
siebie ciężkie pancerze, odłożyć tarcze i wspiąć się na
drzewa, gdzie każdy uwił z gałęzi prymitywne posłanie ażeby móc
wreszcie zasnąć.
Jedynie
hybryda nie spał, spoglądając na twarze swych żołnierzy, brudne
od sadzy i zakrzepłej krwi. Na ich zmęczone żałobą umysły.
Wszyscy
kogoś straciliśmy zeszłej nocy, pomyślał. Nabrał głęboko
świeżego, leśnego powietrza w płuca i przekręcił się na gałęzi
z lekkim trudem. Najwygodniejsze łóżko to, to nie było. Spojrzał
na wstające słońce nad uśpionymi wierzchołkami drzew. Takie
płomienne, takie gorące.
- Obyś
była już dawno w drodze do innego miasta. - Wymruczał sam
do siebie. - A jeśli padłaś w boju, mam
nadzieję, że jesteś w lepszym miejscu, wyzutym z bólu i
cierpienia.
W
głębi duszy, mocno wierzył iż feniksowi udało się uciec tak
samo jak jemu. Jego nadzieja była równie płomienna co powstająca
tarcza słońca.
O
gólnie
- Nosi miano RenFair
- Posługuje się głównie włócznią,
kindżałami
oraz szablą, chroni rzemieniową,
małą
tarczą
- Jego „człowiecza” forma przypomina wampira
jednak
jako wilkołak ma o wiele bardziej
okazałe
kły od pospolitych wilkołaków
- Nie przepada za ogniem dlatego
z
większością Ognistych nie ma
najlepszych
kontaktów
- Zawsze ma przy sobie książeczkę hamletaktórą dosyć często czyta
- Mimo iż posiada konia, zwykle podróżuje pieszou jego boku
- Sypia na raty po 1-2 godziny ażebynie tracić na czujności
- gdy zapada pełnia, wyprzedza wędrującegrupy konno, puszcza zwierzę w drogępowrotną i pod postacią hybrydynie panującej nad krwiożerczymi instynktami
oczyszcza
okolicę z wrogów
O
powiadania
"Trust me
I’ll be there when you need me
You’ll be safe here
When you finally trust me
Finally believe in me"
[Karta będzie uzupełniana w grafiki.
Wizerunek by ja, więc nie kopiować ani nie używać bez mojej zgody bo znajdę i urąbie łapki.
No i.. nie bójcie się Reniferka. Nie gryzie. Czasem ;) ]
"Trust me
I’ll be there when you need me
You’ll be safe here
When you finally trust me
Finally believe in me"
- Three Days Grace "Let You Down"
[Karta będzie uzupełniana w grafiki.
Wizerunek by ja, więc nie kopiować ani nie używać bez mojej zgody bo znajdę i urąbie łapki.
No i.. nie bójcie się Reniferka. Nie gryzie. Czasem ;) ]

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz